Gorąco, teren półpustynny, porośnięty ostrokrzewami. Wieczorem wjechałem do miejsca totalnie płaskiego, zaoranego po horyzont. Mimo, że do zmroku miałem parę godzin, zastanawiałem się gdzie rozbiję namiot. Piach po horyzont. W pewnym momencie zauważyłem wyschnięte koryto rzeki, do którego zjechałem. Oto znalazłem miejsce w którym nie będę widoczny. Dziwne miejsce na obóz i dziwna noc. Leżąc w zasuniętym namiocie usłyszałem wyraźny dźwięk rozsuwanego suwaka. Był on tak wyraźny, jakby był to mój suwak, albo suwak znajdujący się pół metra od mojego ucha. Dźwięk trwał około 3 sekundy. O dziwo byłem spokojny. Jednak około godziny później, sytuacja się powtórzyła. Totalna cisza, bezwietrzna pogoda i ten sam 3sek. dzwięk. Nie znam zwierzęcia, które mogłoby wydawać identyczny dźwięk. Gdy doszło do mnie, że leżę w korycie rzeki, stwierdziłem że może ktoś tu kiedyś utonął i prosi o modlitwę? Nie wiem.Na wszelki wypadek pomodliłem się. Dżwięków już nie usłyszałem.