Browersowanie 7 lipca

Dodano 9 lipca 2015 przez plik GPX
  • Opis
  • Mapa

Kod trasy

63441
Pobierz trasę w aplikacji
Wpisz kod w wyszukiwarce

Informacje

  • Rodzaj aktywności: Rower szosowy
  • Stopień trudności: Średni
  • Gwiazdki:  2.3
  • Dystans: 41,3 km
  • Czas trwania: 3 h 26 min
  • Średnia prędkość: 12,04 km/h
  • Przewyższenie: 127,2 m
  • Suma podejść: 988,6 m
  • Suma zejść: 996,3 m
  • Data: 7 lipca 2015
  • Lokalizacja:
Cały dzień był upalny, ale powietrze w miarę świeże, po ulewie która była dzień wcześniej. Jazda bez forsowania dawała przyjemny chłodzący wietrzyk. Na łące zebrało się siedmiu rowerzystów: Krys, Leon, Darek z Mikołajkiem, Pitras, KrzysiekC i ozdoba grupy: Agnieszka. Postanowiliśmy nie przemęczać się w upał i obrać trasę krótką i jak najbardziej osłoniętą drzewami. Jeśli dodać do tego pragnienie, żeby u celu były jakieś dobre napoje chłodzące, to cel mógł być jedyny: Janowiec. Tradycyjną trasą przez ulicę Niemcewicza dojechaliśmy do starego mostu na Wiśle i skręciliśmy w lewo na wał. Ścieżka na nim była tak wąska i głęboka, że butami zawadzało się o szorstką skoszoną trawę i słychać było miarowe szur-szur. Wąskość rynny jaką tworzyła ścieżka nie pozostawiała wielkiej rezerwy na wahnięcia kierunku jazdy i czasem ktoś miał kłopoty z utrzymaniem równowagi. Szczególne kłopoty miał Darek, bo bardzo odczuwał drobne przemieszczenia się środka ciężkości, kiedy Mikołajek wiercił się na foteliku. Ruch samochodowy zniechęcił nas do kontynuowania najkrótszej drogi do Janowca i w Sadłowicach skręciliśmy w lewo w stronę Nasiłowa. W cieniu drzew jechało się przyjemnie i można było oddać się towarzyskiej konwersacji. Niezwykle atrakcyjnym partnerem do rozmowy była Agnieszka i każdy, chociaż trochę chciał jechać obok niej. Ale ona najbardziej lubiła rozmawiać z Mikołajkiem. No cóż, trzeba się pogodzić, że jego urokowi nie może oprzeć się żadna kobieta. Nie ma co się załamywać, że nie da z nim wygrać. Przecież nie będziemy się kopać z koniem. Z dużym wysiłkiem podjechaliśmy pod podjazd przed Nasiłowem (nie dotyczy Leona i Krysa), a szczególnie ciężko podjazdy pokonuje Agnieszka, która jeszcze z małą wprawą korzysta z przerzutek w rowerze. Darek też się zasapał, bo podjazdy zawsze dobitnie przypominają mu, że wciąga za sobą dodatkowe 25 kg bezcennego ładunku. W sklepie o wdzięcznej nazwie „Kubuś” zaopatrzyliśmy się w napoje i lody i chowając się w cień za budynkiem, chłodziliśmy się ich niską temperaturą. Ruszyliśmy do Janowca. Tempo nie wydawało się śpieszne, ale wystarczające żeby wiatr porwał Mikołajkowi buta-chodaka. Leon wykazał się refleksem, błyskawicznie zawrócił, znalazł zgubę i podjechał żeby oddać ją roześmianemu, bo rozbawionemu przygodą maluchowi. Do Janowca grupa zjechała podzielona. Leon i Krys pojechali naokoło, a reszta zaciskając zęby, żeby nie pogubić plomb, po kocich łbach najkrótszą drogą do Maćkowej Chaty. Wiadomo wszystkim Browersom, spożywanie czego jest największą atrakcją tego sympatycznego i zaprzyjaźnionego miejsca. Bardzo miłym gestem jest rabat jaki jest udzielany członkom naszej grupy. Nowa, nieświadoma tego barmanka, najpierw policzyła pierwszemu z nas cenę standardową, ale uświadomiona później przez właścicielkę, odniosła mu nadpłatę do ogródka. Tam, jak zwykle delektowaliśmy się tym słynnym szlachetnym produktem spożywczym i jak zwykle nie chciało nam się ruszać dalej, nie mówiąc już o wspinaniu się na górę zamkową. Postanowiliśmy przepłynąć promem i pojechać na lody do Kazimierza. Niestety po przyjechaniu na przystań okazało się, że prom z powodu niskiego stanu wody na Wiśle, nie kursuje. Trzeba było powrócić do Janowca i przeprosić się z górą zamkową. Krys chyba niezbyt szczerze to zrobił, bo góra pokazała mu focha i zrzuciła go z roweru, kiedy próbował podjechać pod wysoki krawężnik. Wyglądało to nieciekawie, ale sądząc po szybkości z jaką się pozbierał, to nie skończyło się niczym groźnym. Agnieszka okazała górze specjalny szacunek i pod nią po prostu podeszła. Powrót do Puław najkrótszą drogą był przyjemny, bo dużo cienia. Czasami tak głębokiego w porównaniu z nasłonecznionymi odcinkami, że Darek wolał zapalić tylną czerwoną lampkę, aby być lepiej widoczny dla wyprzedzających często samochodów. Nie bawiliśmy się już w balansowanie na wąskiej ścieżce na wale i wzdłuż ulicy dojechaliśmy do mostu na Wiśle. Zakończenie rajdu odbyło się w Tawernie. Mikołajek, jak to on, zaraz zaprzyjaźnił się z dziećmi bawiącymi się na placu zabaw w kształcie statku żaglowego i szalał tam cały czas, a my zamówiliśmy pizzę. Było przyjemnie, komary nie dokuczały i siedzieliśmy długo na tarasie, aż wyszliśmy stamtąd po ciemku. Troskliwie odprowadziliśmy Agnieszkę do domu (80 m od knajpy), żeby nieobecny tego dnia jej narzeczony nie miał pretensji, że się nią nie opiekowaliśmy. Kiedy niewdzięczna odrzuciła propozycję zaśpiewania jej kołysanki i utulenia do snu, to rozjechaliśmy się sfrustrowani do swoich domów. Licznik wskazał 41 km.
Darek

Na tej trasie przyda Ci się mapa dostępna w naszej aplikacji

Mapa Kazimierz Dolny
Kazimierz Dolny - mapa turystyczna w aplikacji Traseo

Turystyczna mapa "Kazimierz Dolny" i okolic w świetnej skali 1:35 000. Znaleźć na niej można wszystkie ważne dla turysty informacje z tych pięknych terenów dotyczące nie tylko cennych zabytków, ale i tras pieszych, rowerowych, rezerwatów...

brak wystarczającej ilości ocen

Skomentuj

Zaloguj się, aby komentować i oceniać trasy
Rowerem po Roztoczu
Aplikacja Traseo
Moja mapa 0