Nowa aplikacja Traseo

Tatry dla siedmiolatka ;)

Dodano 20 marca 2011 przez plik GPX
Tatry dla siedmiolatka ;) Traseo Poleca

Informacje

  • Rodzaj aktywności: Rower górski
  • Stopień trudności: Łatwy
  • Gwiazdki:  7.9
  • Dystans: 12,0 km
  • Suma podejść: -172,6 m
  • Suma zejść: 528,77 m
  • Data: 7 sierpnia 2008
  • Lokalizacja: Słowacja, Podbanská

Kod trasy

2499
Pobierz trasę na swój telefon
Wpisz powyższy kod w wyszukiwarce aplikacji Traseo.
4381
ładne, ale nie jemy...
ładne, ale nie jemy...
4382
start z widokiem na Krywań
start z widokiem na Krywań
4383
higway
higway
4384
wiata
wiata
4385
highway
highway
4387
razcestie pod Kasprovym
razcestie pod Kasprovym
4388
?/!
?/!
4389
ostatnie metry pod górę
ostatnie metry pod górę
4390
winner!!!
winner!!!
4391
Świnica w zasięgu ręki...
Świnica w zasięgu ręki...
4392
na dole
na dole
Z siedmiolatkiem pod Kasprowy…
Opisana wycieczka jest propozycją dotarcia z dzieckiem w samo „serce” Tatr. Oczywiście są inne sposoby - chociażby czterogodzinne odstanie w kolejce do wyciągu w Kuźnicach, by wjechać na Kasprowy, podreptać po najbliższej okolicy i zjechać na dół. Można też pieszo. Jednak wędrówka w atrakcyjne miejsca zajmuje kilka godzin i jest dla dziecka katorgą. Podróż wozem do Morskiego Oka? Nie - my wybraliśmy rowery.
Podczas gdy polska strona Tatr obwarowana jest wieloma zakazami i ograniczeniami dotyczącymi rowerzystów, po południowej stronie granicy – mamy rowerowy raj! Mnóstwo kilometrów oznakowanych szlaków rowerowych, wśród których są zarówno trasy dla wymagających jak i te, które można nazwać rekreacyjnymi. Po dokładnej analizie szlaków i uwzględnieniu naszych możliwości i potrzeb – dokonaliśmy wyboru, którym miał być wspólny, rodzinny przejazd Doliną Cichą.
Bierzcie więc swe pociechy i ruszajcie!

Start: Podbanske, południowa strona Tatr, Słowacja – spory parking z węzłem szlaków. Tu wypakowujemy nasze rowery z samochodu, ładujemy do sakw kanapki, termos z herbatą, zimne napoje, kurtki, pompkę itp. Następnie idealnie gładką asfaltową drogą (tylko ruch pieszy i rowerowy) ruszamy na wschód, w stronę wejścia w Dol. Cichą. Jest bardzo gorąco – jedziemy w krótkich spodenkach i koszulkach. Gdy spotykamy rozwidlenie szlaków, tabliczki wskazują: Dol. Cicha i Koprowa. Skręt w lewo i z widokiem na Krywań zagłębiamy się w głąb doliny Cichej. Gładka, asfaltowa droga, niezauważalnie wznosi się ku górze. W miarę pokonywania kolejnych kilometrów jej stan pogarsza się, jednak aż do końca jest asfalt. Po drodze spotykamy zadaszone miejsca do odpoczynku – tu zabrane na drogę kanapki ze słowackich rohlików, systematycznie znikają w żołądku 7-mio letniego syna - co nie jest bez wpływu na jego morale. Rodzicom nie zostaje niestety już nic. Teraz będziemy pamiętać, by zawsze brać więcej. Nachylenie drogi jest ledwo wyczuwalne, wrażenia widokowe potęgują się z każdym obrotem koła. Po kilku kilometrach robimy przystanek przy źródełku, które zostało obudowane drewnianym domkiem. Z drzwi wypływa świeża woda. Gdy syn chciał zajrzeć przez okna do wnętrza domku, pośliznął się i…jego ręce lądują w wodzie. Mokre rękawiczki nie nadają się do jazdy. Tu następuje kryzys. Morale spada i ociera się o niebezpieczną granicę płaczu. Na szczęście w pobliżu jest coś, co ratuje sytuację. To poziomki, których rośnie sporo przy drodze. Kilka minut zbierania i zajadania, po czym syn ubiera rękawiczki żony i można jechać dalej. Kilometry i zakręty mijają za nami i dojeżdżamy do końca trasy: przed nami namalowany na drodze znak przekreślonego rowerzysty. Stoimy u podnóża Goryczkowej i Kasprowego. Oglądamy doskonale widoczny wierzchołek Świnicy i polodowcową rzeźbę terenu doliny. Obok znajduje się spora wiata biwakowa, gdzie urządzamy sobie dłuższą przerwę. Dopiero teraz widać pełne zadowolenie na twarzy syna. Chociaż to dopiero półmetek, zdaje sobie sprawę, że cel został osiągnięty – wjechał baaardzo wysoko i ustanowił tym swój poważny rekord wysokości. Do tego na rowerze! Na szczęście z powrotem już w dół. Gdy na niebie pojawiają się chmury i spada temperatura - przed zjazdem ubieramy kurtki. Syn Kuba ubiera rękawiczki żony, żona moje. Ja ubieram na dłonie zapasowe skarpety syna. Z odpinanych nogawek żony – syn otrzymuje coś na kształt stuptutów, które mają chronić przed chłodem podczas zjazdu. Wygląda to na czystą amatorkę, lecz okazuje się skuteczne. Dalej to już czysta bajka. 12 km w dół, praktycznie bez pedałowania. Od czasu do czasu muszę tylko przypominać Kubie spokojnym hamowaniu, by nie nabrał zbyt dużej prędkości. Dla urozmaicenia i zabawy zgadujemy, w którą stronę będzie następny zakręt. Zabawa wciągnęła nas na tyle, że w ciągu chwili…jesteśmy na parkingu. Po spakowaniu rowerów udajemy się na posiłek. I wcale nie były to rohliki z dżemem. Tylko pyszny obiadek. Myślicie, że po pochłonięciu całego wycieczkowego prowiantu, syn nie był głodny? Błąd. Zjadł, tak jak my, dwa pełne dania.

Uczestnicy: 7-mio letni Kuba i jego rodzice
Start: Podbanske parking - 940 mnpm
Półmetek: wiata biwakowa za rozejściem pod Kasprowym - ok. 1300 mnpm
Meta: Podbanske parking - 940 mnpm
Długość trasy: ok. 24 km ( połowa z górki)
Suma podjazdów: 360 m
Czas jazdy: 2 godz. 10 min ( w dół: 30 min.)
Ilość osób spotkanych po drodze: 3 (w tym jedna to pracownik parku).
Radość i wrażenia: bezcenne
Wasza ocena: 3.5 (6 głosów)

Skomentuj

Zaloguj się, aby komentować i oceniać trasy
arturooo
20 marca 2011 arturooo napisał:
Dla kogo: Trasę samodzielnie o własnych siłach przejedzie dziecko, które wcześniej dużo jeździło na rowerze. Dla naszego syna to nie była pierwsza wycieczka tej długości. Jednak pierwsza o takim stopniu nachylenia. Wydaje się, że wiek 6-7 lat jest wystarczający. Syn jechał na rowerze o średnicy kół 20 cali, który do lekkich nie należał…Oczywiście można jechać z młodszym dzieciakiem – wioząc go w foteliku. Atrakcje: Największą atrakcją są tu same góry, których ogrom robi spore wrażenie. Inna flora, fauna (obserwowaliśmy drapieżne ptaki). Wydawać by się mogło, że to za mało, aby wycieczka była interesująca dla dziecka…Atrakcją jest jednak wszystko to, czego nie doświadczamy na co dzień. Są jeszcze przygody, których nie da się zaplanować ;) Nauka: No, tu trzeba stanąć na wysokości zadania – przyroda wokół sugeruje sporo możliwości. Samemu jednak trzeba dysponować przynajmniej minimum wiedzy… Od czego jednak są przewodniki? Jadąc w taką trasę trzeba się przecież przygotować… Następne: nauka przezwyciężania własnych słabości, nie zrażanie się przypadkowym niepowodzeniem – jak sobie radzić z przeciwnościami losu i wykazać hart ducha. To ważne. Ma znaczenie dopiero w przyszłości, ale to KOLOSALNIE ważne. Odpoczynek: Ważny. Zwłaszcza jak się jedzie z dzieckiem. Chociaż nachylenie jest małe, ciągle pniemy się do góry. Na całej trasie jest kilka zadaszonych miejsc ze stołami i ławkami, gdzie można się posilić lub schronić w razie załamania pogody. Kulinaria: Tylko własne. Co wwieziecie, to zjecie. No chyba, że wystarczą poziomki i źródlana woda… Ponieważ w górach często zmienia się pogoda – warto mieć ze sobą coś ciepłego (np.termos z herbatą). Bezpieczeństwo: Obowiązkowo kask i rękawiczki. Te drugie często są niedoceniane – jednak statystyka wykazuje, że większość obrażeń podczas jazdy rowerem – to niegroźne dla życia i zdrowia obtarcia dłoni przy upadku. Odzież: Rower + pod górę = tylko tzw. odzież oddychająca. Czyli ta, która nie zatrzymuje w sobie wilgoci, pozwalając jej na szybkie odparowanie. Dzięki temu koszulka i skóra pozostaje sucha, a podczas zjazdu nie będziecie czuli chłodu. Niezależnie od pogody koniecznie trzeba mieć ze sobą coś od deszczu. Lepsza od peleryny będzie nieprzemakalna, oddychająca kurtka, która dodatkowo ochroni przed zimnym pędem powietrza podczas zjazdu. Przy zjeździe – lepiej mieć długie spodnie. Teraz najważniejsze: Nic tak nie łączy i nie buduje więzi jak wspólne przeżycia! Wspólne doświadczenia dziecka z rodzicami są nie do przecenienia!
Moja mapa 0