Twierdza Zamość zdobyta

Dodano 31 marca 2014 przez rysowanie
Twierdza Zamość zdobyta
  • Opis
  • Mapa
  • Punkty

Kod trasy

37557
Pobierz trasę w aplikacji
Wpisz kod w wyszukiwarce

Informacje

226706
Dworzec Kolejowy
226710
Rynek
226711
Fasada kościoła pw. Rozesłania Świętych Apostołów
Świątynię wybudowano w stylu późnobarokowym, w latach 1753-1763, jako trzecią z kolei. Pierwszy drewniany kosciół spłonął , a kolejny murowany rozebrano w 1754r. Obiekt uniknął zniszczeń na przestrzeni dziejów, był jedynie często remontowany.
226712
Ulica Lwowska
226713
Droga w kierunku Hrubieszowa
226718
Kościół pw. Wniebowzięcia NMP
wybudowany w II połowie XVII w. w stylu renesansowym. W północną ścianę wmurowano dwie armatnie kule, które uderzyły w świątynię w 1915r. podczas I wojny światowej. W 1942r. Niemcy urządzili w kościele magazyn zbożowy.
226720
Urokliwe kamieniczki
226721
Ratusz
Jego budowę rozpoczęto w 1591r. W latach 1639-1651 dokonano większych zmian w trakcie przebudowy (został rozbudowany i podwyższony) W latach 1767-1770 wybudowano wachlarzowe, dwuskrzydłowe schody. W czasach zaborów pełnił m.in. funkcję więzienia i szpitala. W okresie międzywojennym obiekt zrekonstruowano, przywracając manierystyczno-barokowy wygląd z XVII w. Był remontowany także po drugiej wojnie światowej w wyniku doznanych zniszczeń. Z wieży ratuszowej, codziennie w południe grany jest hejnał w trzy strony świata poza zachodnią. Według legendy Jan Zamoyski zakazał grać trębaczowi w stronę Krakowa, nie pałając sympatią do ówczesnego monarchy Zygmunta III Wazy. Wieża ratusza ma 52 metry wysokości.
226723
Pomnik Jana Zamoyskiego
Założyciel Zamościa, kanclerz i hetman wielki koronny za panowania Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy. Pomnik postawiono w 2005r., (zastąpił kamienne popiersie) W tle dawny pałac Zamojskich
226724
Dzwonnica Katedralna
wzniesiona w latach 1760-1767. Zastąpiła wcześniejszą, drewnianą konstrukcję
226726
Fragment szczebrzeskiego rynku
226727
Kościół pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej
został wzniesiony jako świątynia klasztorna franciszkanów w I poł. XVII w., z fundacji Tomasza i Katarzyny Zamoyskich. W latach 1883-1917 oraz 1940-1944 został zamieniony na cerkiew prawosławną. Pierwotnie posiadał wezwanie św. Trójcy. Mieszkańcy Szczebrzeszyna nazywają kościół "Klasztorem".
226728
Centrum Frampola
226729
Fontanna
226730
Fragment płyty rynku
Tę wyprawę planowałem od dawna ale problemy z dostaniem się koleją do Zamościa (nie było wówczas bezpośrednich połączeń z Lublinem) przesuwały jej realizację w bliżej nieokreśloną przyszłość. Ostatecznie głód rowerowej przygody wziął górę nad rozsądkiem. Wstałem w środku wrześniowej nocy i pognałem do odległego o 30 kilometrów stalowowolskiego Rozwadowa. Tam wsiadłem w szynobus do Lublina, gdzie z kolei czekała mnie ponad dwugodzinna przerwa w oczekiwaniu na pociąg do Chełma. Dojazd na miejsce startu był więc dosyć męczącym i długotrwałym doświadczeniem, a jeszcze czekało mnie prawie 200 kilometrów do domu. W Chełmie tym razem znalazłem czas na odwiedzenie starówki, pomimo świadomości, że prawdopodobnie nie będę w stanie zrealizować całości wyprawy przy świetle dziennym. Do tego doszedł przeciwny wiatr, upał i pofalowany teren Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego w drodze do Zamościa. Skumulowanie wszystkich tych czynników miało doprowadzić mnie wręcz na skraj fizycznej zapaści ale po kolei. Na drodze do Zamościa co jakiś czas robiłem przerwy spowodowane faktem zabrania ze sobą po raz pierwszy aparatu fotograficznego – tzw. fotostopy. Po 60 kilometrach osiągnąłem w końcu główny cel wyprawy. Przerwa wypadła oczywiście na przepięknym renesansowym rynku otoczonym kolorowymi kamieniczkami z majestatyczną bryłą ratusza na pierwszym planie. Delektowałem oczy przepychem miejskiej architektury równocześnie zażywając słonecznej kąpieli i odpoczynku po trudach przebytego odcinka trasy. Niestety półgodzinna przerwa nie wystarczyła do fizycznej regeneracji. O ile do Szczebrzeszyna dotarłem bez większych problemów, nie licząc lejącego się z nieba żaru, to już na trasie do Frampola zabrakło mi sił. Trudny profil trasy, skwar i szarpanina z wiatrem ostatecznie mnie zmogły. Zamiast więc podziwiać piękne pejzaże Roztocza ujęte w ramy Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego, dosłownie walczyłem o przetrwanie. Doszło do sytuacji, że bezsilnie zsunąłem się z roweru na pobocze trasy. Gdyby nie pepsi, której wypiłem w czasie tej wyprawy rekordowe 6 litrów i Snickers to nie miałbym sił na powstanie. Udało się jednak wykrzesać ich resztek i dotrzeć w ślimaczym tempie do Frampola. Ambicjonalnie zebrałem się jeszcze na pokonanie ostatniego bardziej wymagającego podjazdu za Starą Wsią. We Frampolu nie bacząc na upływający czas zrobiłem sobie półgodzinną przerwę, skonsumowawszy naraz 4 zakupione na miejscu banany. Na szczęście upał zelżał, a wiatr ucichł wraz ze zmianą kierunku trasy, która dodatkowo się wypłaszczyła. Mknąłem więc pewnie przed siebie w kierunku Janowa Lubelskiego. Nawet ruchliwość trasy mi nie przeszkadzała po wcześniejszych wręcz traumatycznych doświadczeniach. Niestety jeżeli myślałem, że na tym koniec negatywnych doświadczeń w trasie tego wyjazdu, to się mocno myliłem. W Janowie Lubelskim świadomy zbliżającego się zmierzchu pośpiesznie zrobiłem zdjęcia odnowionej płyty rynku i wybrałem przejazd krajową 19, nie chcąc w ciemnościach kluczyć bocznymi traktami. Jednak to nie duże natężenie ruchu na trasie i zmierzch okazały się największym problemem. Droga była wyposażona w szerokie asfaltowe pobocze, rower dobrze oświetlony więc jechało mi się dość bezpiecznie. Niestety na horyzoncie zaczęło się błyskać. Do domu dystans około 70 kilometrów, brak odzieży przeciwdeszczowej, ciemności, inaczej rzecz biorąc otrzymałem kolejny zastrzyk adrenaliny. Pobudzony parłem przed siebie ze średnią prędkością około 25 km/h, byle szybciej, byle nie przemoknąć. Błyski rozświetlające nocną czerń szachowały mnie, aż po Grębów. To za ich przyczyną zrezygnowałem z postoju w Stalowej Woli. Ciągła jazda w dobrym tempie i w stresie przerodziła się w kolejny kryzys fizyczny. Postój w Grębowie był więc koniecznością. Paradoksalnie burza zostawiła mnie wówczas w spokoju. Tak jakby bawiła się ze mną w kotka i myszkę, najpierw wysysając z trudem odzyskane siły, a potem dając do zrozumienia, że tak naprawdę to ja się jej uczepiłem. Ostatnie 15 kilometrów wlokło się niemiłosiernie, a do domu dotarłem po godz. 23 już nie siedząc, tylko stojąc na pedałach i co chwilę spazmatycznie nimi przekręcając. O stopniu wyczerpania tą wyprawą niech świadczy fakt, że na drugi dzień wziąłem urlop na żądanie w pracy. Mimo wszystko wspominam ją pozytywnie. Wszak twierdza Zamość w końcu padła, a że przy okazji kosztowało mnie to dużo stresu i dwa kryzysy fizyczne – nic to. Wszak tylko książę Poniatowski zdobywał ją w ogniu walki, sięgając do minionych dziejów.
Wasza ocena: 5.0 (2 głosy)

Skomentuj

Zaloguj się, aby komentować i oceniać trasy
andrzej.aa
9 grudnia 2015 andrzej.aa napisał:
Przygody z koleją. Skąd ja je znam :D Miło jest zobaczyć własne miasto na zdjęciach sprzed lat. W tym roku to ja jeszcze uczyłem się w Chełmie :)
r_krzysztof
15 lipca 2014 r_krzysztof napisał:
przepiekne tereny. goraco polecam :)
Moja mapa 0